piątek, 7 kwietnia 2017

wyśniona - ONA

  Jesteśmy, działamy. Tak mnie wciągnęło, że zapomniałam o Bożym świecie.
Na połowie parteru wylewka już jest i sobie schnie. Cieszę sie z niej bardzo, ale nie o tym dzisiaj.
Dziś o darze od losu...
  Szłyśmy rano z Kinią do przedszkola wyjątkowo inną trasą niż zwykle. Kinga zauważyła panów z komunalki wrzucających różne wielkie rzeczy na kontener. Zapytała co robią, odpowiedziałam, że zbierają wielkogabarytowe  śmieci. szłyśmy skrzyżowaniem obserwując ich i zobaczyłam kolejną meblościankę i piękną małą szafkę... moje serce zabiło szybciej. Panowie byli na ulicy prostopadłej do tej na której stała upatrzona szafka. Do przedszkola już naprawde blisko ale szafki do przedszkola ze sobą nie wezmę, bo jak?? Ocena sytuacji i szybka decyzja lecę z Kinią ekspresem do przedszkola, może zdążę przed Panami. Ruszyłyśmy w długą...
Dobra Kinga odstawiona wracam, idę serce bije mi coraz szybciej i... widzę już auto przy mojej upatrzonej szafce przyspieszam kroku, myśle poprosze panów żeby mi ją ściągnęli z kontenera. Na moje nieszczęście podjechała akurat kopara która zaraz obok porządkuje teren pod park miejski i na moich oczach zgniotła swoją łychą moją szafeczkę...     Zrobiła mi się jakoś tak smutno. Myślę nic to idę wrócę do domu dłuższą drogą, może ktoś coś wystawił interesującego. Idę i nic same prawdziwe śmieci. Zdesperowana skręcam uznając, że nie warto iść dalej mijam familok i nagle coś mnie tchnęło. Patrzę... to chyba boskie krzesło, podchodzę, krzesło okazało się koszmarkiem. Za to zobaczyłam coś za rzeczami. Było ustawione plecami do mnie i stał na tym tv. Odsunęłam rzeczy, znów serce zaczęło mocniej bić. ściągnęłam tv, przez tą adrenalinę był lekki jak piórko. Moim oczom ukazała się ONA - wyśniona komódka
Niewiele myśląc podniosłam ją i drepcze w stronę domu. Robiłam chyba z 5 przystanków, jak nie więcej, bo skubana ciężka jest. Ludzie patrzyli na mnie jak na kosmitkę, a ja pękałam z dumy i ze szczęścia że trafiło mi się takie cudo. Dziękowałam, że panowie rozwalili tamtą szafkę, bo tej mojej nie dorastała do pięt. takie poranki mogłabym mieć codziennie :P 
  Ta sytuacja utwierdza mnie w przekonaniu, że wszystko w życiu jest po coś. Choć gdy to się dzieje nie zawsze potrafimy to zrozumieć! 
  Historię tą planuje opowiadać swoim wnukom popijając herbatkę, która będę odstawiała na ta komódkę tuż obok kolejnej szydełkowej robótki

piątek, 24 lutego 2017

powolutku...

Powolutku ruszamy... 
Do tej pory stopował nas mróz. Nareszcie odpuścił i możemy działać.


W naszej jadalni króluje jeszcze majtkowy róż. Jednak mnie zaintrygowała lampa... Chciałabym aby została z nami na dłużej. Chyba mam już na nią pomysł.

Podłoga już zerwana. Chcieliśmy zostawić dechy jednak ich stan był krytyczny i nie dało się już ich reanimować.

Nasze podwórko to w tej chwili totalny plac budowy. Były już dziesiątki kursów na wysypisko, a nadal wszystkiego pełno.

aaa no i kupiliśmy drzwi wejściowe.
Od dawna mi się podobały, a teraz dodatkowo są w promocji:)
To tyle z placu boju. Czekamy na wylewki!!!