czwartek, 11 lipca 2013

w Marysiowie

O pierwszej części ekwipunku dla Mani pisałam tu, dziś kolejny element
w całej krasie możecie podziwiać go w Marysiowie.

środa, 10 lipca 2013

głębina

Rodzinka w komplecie, do tego słońce, woda, piasek... czy czegoś jeszcze potrzeba do szczęścia? 
Nam nie :P
Wybraliśmy się wczoraj na cały dzionek na wodowanie na  głębinie tak nazywa to miejsce Lenuśka.
Było bardzo wesoło i przyjemnie, dla niektórych nieco leniwie...
Jedna rzecz mnie zastanawia. Na całej plaży byliśmy jedynymi dorosłymi bawiącymi się w piasku. Wszyscy dorośli, którzy przechodzili mówili do prowadzonych dzieci: patrz jaki ładny zamek. Czy zabawa z dzieckiem w  piasku jest czymś wstydliwym, czy hańbiącym? Dlaczego my byliśmy jedyni??? Nie umiem tego zrozumieć.
 Lena niczym "baywatch"
Brzeg należał do Kingi miała tam tyle pilnych prac, była bardzo niezadowolona że nie wychodzą jej babki, niestety ten mega mokry piach który ładowała po prostu się zasysał i nie chciał "wychodzić" z wiaderka.
 Ostatecznie jednak Kinia dała się ponieść fali
Dziś mr. G ma niestety popołudniowa zmianę, zostały  mi wspomnienia i czerwone plery 


sobota, 6 lipca 2013

szatański plan

W czwartkowe popołudnie wybraliśmy się na przedstawienie " O Piecyku i Kurzyku" dziewczyn nie wciągnęło i zaczęły bawić się w krążowniki, krążyły po całej widowni zwiedzając wszystkie możliwe przejścia. Podjęliśmy z mr. G decyzję o ewakuacji i wprowadzeniu szatańskiego planu. Lena od dawna wspominała, że chciałaby się tam wybrać.
To było dla niej totalne zaskoczenie, że idziemy na basen.
Kika mimo drżącej z zimna bródki nie chciała w ogóle wychodzić z wody.
Kinuśka nawet na basenie zarzuca wędkę i ...
 ma branie ;P
Lena bardzo chciała iść do większego basenu, jednak strach wziął górę, Kinia za to wlazła i była bardzo na tak. Po wyjściu ciągle ciągnęła nas w tamtą stronę prosząc o powtórkę.
Między wodowaniami był jeszcze mały piknik. Lenka była bardzo zdumiona jak myśmy to zorganizowali, że ona nic nie podejrzewała. Były kanapki, Kinia objadała się pomidorami i oczywiście ukochane Leny gotowane jajka,  jejku mamuś masz nawet siól?!  :))
 Wieczorem starsza siostra była tak wykończona, że padła tak jak stała


czwartek, 4 lipca 2013

we trzy

Jest ciepło, można by rzec że odrobinę upalnie i taki stan nam odpowiada. Radzimy sobie we trzy.
Powoli przyzwyczajamy się do codziennych nieobecności mr. G choć, Lenie przychodzi to z trudem.
Wczoraj zaliczyliśmy pierwszą tą najbardziej znienawidzoną popołudniową zmianę. Lena przy tej okazji uparła się, że czeka na tatę*. Gdy Kinia padła ściągnęłyśmy z Leną pranie, okazało się że już latają chrabąszcze i wcale za nimi nie przepadamy. Mi kojarzą się one z mymi szczenięcymi latami jak to chłopaki nazywali je "majkelami" i łapali aby rzucać nimi w dziewczyny - to był czas zabaw długiego przesiadywania na dworze i wpadania do domu po kromkę chleba ze smalcem, którą pochłaniało się już na dworze, żeby ie tracić czasu... ech ale się rozmarzyłam.
Dziś popołudnie należy do naszej 4 mamy z mr. G pewien szatański plan, oby wypalił :))

dobrego dnia



*wytrzymała, buzia jej się nie zamykała tyle miała tacie do powiedzenia, dała się oddelegować do wyrka dopiero o 23, co nie przeszkodziło jej wstać dziś o 8 rano

wtorek, 2 lipca 2013

party 4 Lena

No.... jesteśmy po. Nie obyło się oczywiście bez nerwów, tak to bywa przy imprezach plenerowych. Tym bardziej gdy w dzień imprezy budzi nas ulewa. Na szczęście wszystko przeszło. Nie było upałów, ale słonko łaskawie zaglądało co jakiś czas z zza chmur.
Myślę, że plan został wykonany:
1. prezenty : były
 2. girlanda: była
Była mega długa miała chyba z 20 metrów, o takiej marzyła Leonita
 3. czterokrotne podrzucanie solenizantki: było
 4. wymarzony tort: był
 zdziałany łapskami Mr. G
 5. rower: był, jakże by inaczej przecież dzień bez roweru to dzień stracony :P
6. twórczość kwiatuchowa: była
Impezka była bardzo udana, można powiedzieć, że na 6 :P
Kinię męczą wyrzynające się zęby, więc z niuńkiem się nie rozstawała i zabijała spojrzeniem.
aaa no i zapomniałabym 
7. balony do modelowania: były. Nawet Kinię wciągnęły.
Lena chciała je sprzedawać na swoich urodzinach ( dzieci miały dostawać balony gratis) na szczęście zapomniała o swoim "genialnym" pomyśle.
Z balonów powstawały różne stForki tyle się ostało po harcach wszelakich
Śpieszę też z wyjaśnieniem. W poprzednim poście pokazywałam, Wam że Lenka dzielnie przygotowuje się do imprezki. Produkowała ona naszyjniki inspirowane takimi hawajskimi naszyjnikami z kwiatów. Plan był taki, że każdy z gości otrzyma naszyjnik, po wyprodukowaniu jednego Lenuta uznała, że będzie tylko jeden dla klólowej Leny  ostatecznie nie miała czasu założyć go choćby na chwilę.....
kobieta zmienną jest ;)

sobota, 29 czerwca 2013

pełną parą

Jakie plany na sobotę???
U nas przygotowania pełną parą, nie tyko te kulinarne godzina 0 już jutro...

czwartek, 27 czerwca 2013

urodziny Starszej siostry

Dzień Leonitowych urodzin był pełen wrażeń. Mam nadzieję, że będzie go miło wspominać...
Gdy się obudziła zobaczyła balony przyczepione do łóżka( dmuchałam je o 1 w nocy) tak się jej spodobały, że cały dzień wszystkim o nich opowiadała
Obowiązkowo przed zdmuchnięciem świeczek zostało pomyślane życzenie. Lena jednak wycięła nam nr i w dniu swoich urodzin poprosiła o całkiem inne ciasto niż wcześniej uzgodniliśmy, a że miało ono pełnić funkcje tortu... no nie można było zawieźć tego ufnie patrzącego brzdąca. Mr. G stanął na wysokości zadania i zrobiła ciasto truskawkowe z galaretka, to był jego debiut z ciastem tego typu. Wyszło obłędne.
To była wprawka, oficjalna imprezka w niedzielę :)
Solenizantka ma tyle pomysłów, że boję się czy uda nam się to wszystko zorganizować. 
Tańczymy na rzęsach  klaszczemy uszami, aby tylko wypaliło, to wszystko dla niej...
nie wiedziałam, że tak można kochać.