czwartek, 22 listopada 2012

moje "SPA" i inne przeboje

Od poniedziałku chodzę do "SPA", a dokładniej na fizjoterapie. Czuje się tam jak na wakacjach :P najpierw seria ćwiczeń wzmacniających mięśnie brzucha, aby odciążyć kręgosłup. Potem pole magnetyczne, podczas którego szydełkuje. Na koniec solux, leże na brzuchu czytając książkę lub po prostu NIC nie robiąc, a przyjemne mróweczki skaczą mi po plecach. No mówię Wam to dla mnie takie mini wakacje. Godzinka relaksu codziennie... poezja. Po samych zbiegach czuje się nieco gorzej, ale to ponoć normalna reakcja, bo mam tam teraz "wszystko rozruszane"

W domku też się dzieje. Leonita miała spotkanie pierwszego stopnia z nożyczkami i powstała jej pierwsza kreacja fryzjerska, konieczna była wizyta u  pani fyzurki, tu jeszcze w wersji przed
Wyprodukowała też ostatnio jarzębinowe korale. Była zafascynowana tym, że ma prawdziwą igłę i szyje.

Przeżywamy ogromny napływ kuleczek styropianowych, ponieważ nasza pracownia obecnie wygląda tak 
przyświeca jej jedna zasada im więcej kuleczek tym lepiej :P
Teraz worek sako to jedyny mebel na którym mogę siedzieć nie odczuwając bólu. Dziewczyny te wory uwielbiają i szaleją z nimi na potęgę.
Kinia ma jednak coś co kręci ją jeszcze bardziej, książki. Rzuca, otwiera, ogląda, zamyka...  To ostatnio jej ulubiona miejscówa

ps. mam nową koleżankę jest baaardzo miła i cicha, a co najważniejsze bardzo koleżeńska, bo zawsze za mnie zmywa... moja zmywareczka. nie wiem jak mogłam żyć bez niej i marnować codziennie tyle czasu na zmywanie

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza